Próbuję, bo może mi się udać. A jak nie, to przynajmniej czegoś się nauczę.
Aga Lepka – współzałożycielką Shroom
Aga Lepka
INSTA: shrm_drink
zawsze miała przeczucie, że będzie robić biznes. Nie wiedziała tylko kiedy i co. Potem przyszła pandemia, lockdown i Kamila z pomysłem na grzybawykorzystanie grzybów. W rozmowie opowiada o tym, czego się nauczyła, co ją zaskoczyło i dlaczego nigdy nie jest za późno, żeby zacząć coś nowego.

fot. Natalia Symonowicz
Wywiad:
Sport i ruch
Kamila Knap, Shroom: Jaki jest twój spirit animal i dlaczego?
Aga Lepka Shroom: Wiem, że uważasz, że jestem wydrą, ale według chińskiego znaku zodiaku jestem wodną małpą. Uważam, że to bardzo trafne.
Jak spędzasz wolny czas, gdy nie pracujesz?
Najlepiej w naturze. Bardzo lubię ocean oraz góry. Potrzebuję dużo aktywności fizycznej, żeby głowa działała. A jak pogoda nie sprzyja to szeroko pojętę działania kreatywno-arystyczne.
Przygodę z ceramiką zaczęłam w wieku kilku lat sama zbierając glinę z rzeki. A moja mama jest ceramikiem z wykształcenia, więc to dlatego. Z nowszych zajęć to wkręciłam się w robienie dywanów.
Jakie są twoje ulubione aktywności fizyczne?
Ulubiony sport zimowy to od zawsze narciarstwo. Przez klasyczne, po freestyle i freeride. Ze sportów wodnych różne rzeczy, najbardziej surfing, najtrudniejszy i najprzyjemniejszy.
Jeżeli chodzi o sporty, które można uprawiać w mieście – bardzo lubię deskorolkę. Zaczęłam jeździć na deskorolce w czasie pandemii i uważam, że to świetne zacząć po trzydziestce. Poza tym tenis, trail running, wspinaczka, pole dance, joga.
Chodziłyśmy razem na balet, więc wiem, że to nie tylko sport dla ciebie.
Balet to coś pięknego, ale wymagającego. Po ośmiu latach rzuciłam szkołę baletową. Przy innych sportach po prostu trzeba wybierać, ciało nie daje rady łączyć wszystkiego. Choć teraz podejście się zmienia, nie trzeba już iść w stronę rosyjskiej szkoły. Można się wyrażać inaczej.
Masz jakieś osiągnięcie sportowe, z którego jesteś najbardziej dumna? Coś, czego nauczyłaś się z trudem?
Dla mnie największym osiągnięciem jest opanowanie czegoś nowego, próbowanie nowych sportów. Bardzo się cieszę, jak się nauczę nowego triku na rurze czy desce. Cieszy mnie też jak trafię na green na par 4 na polu golfowym.
Wiem, że uważasz, że jestem wydrą, ale według chińskiego znaku zodiaku jestem wodną małpą. Uważam, że to bardzo trafne.
Ze scenografki w grzybiarkę

foto: Natalia Symonowicz
Jak to się stało, że zmieniłaś branżę filmową na branżę grzybową?
Nie wiem, czy wersja z cenzurą czy bez cenzury?
Bez cenzury. Jakby chcemy przedstawić realny profil.
Przyszła pandemia. Robiłam wtedy serial dla Netflixa. Przerwali nam zdjęcia i kazali siedzieć w domu. Wróciłam do Krakowa i spotkałam się z Tobą, Kamilo. Zaczęłyśmy kolejny raz rozmawiać o wspólnym biznesie. Ty byłaś zafascynowana żółciakiem siarkowym jako alternatywą dla mięsa i przekonałaś mnie, że to naprawdę dobry kierunek.
Nasze wcześniejsze pomysły (lody bananowe, handel CBD, kawiarnia CBD) jakoś nie wypaliły. A żółciak to nieprzetworzona, wegańska żywność, która smakuje jak kurczak. Dla mnie, która nie je mięsa od lat i świetnie sobie bez niego radzi, to była zupełnie inna jakość niż cokolwiek, co znałam z rynku.
Byłam też zafascynowana nie tylko grzybami, ale też nietoksycznymi roślinami, które wpływają na nasze samopoczucie jak kava kava. Na rynku w USA pojawił się pierwszy napój oparty o adaptogeny: KIn Euphorics. Pomyślalam – też chcę coś takiego pić!
Zaczęłyśmy szukać finansowania.
Co cię zaskoczyło w świecie startupów?
Że są naprawdę ludzie, których główną motywacją do prowadzenia startupu jest bycie w środowisku startupowców i chodzenie na eventy. To zdecydowanie zaskoczyło mnie najbardziej. To, że ktoś chce pracować w korporacji, rozumiem. Ale startup jako pretekst do bywania? Ja wolę iść potańczyć.
Jaka była twoja główna motywacja do założenia własnej firmy?
Wizja, że jest szansa (mała, ale jednak), żeby wyskalować sukces w sposób, który na etacie jest niemożliwy. Pracując dla kogoś, nawet w pracy, którą kochasz, robisz to do końca życia, jeśli chcesz przeżyć. Tutaj jest inna perspektywa: możesz zbudować coś, co sprzedasz. Oczywiście statystycznie najprawdopodobniej zbankrutujesz. Ale przynajmniej się nauczysz, masz decyzyjność i tworzysz własną wizję, nie cudzą.
Wychowałam się z przekonaniem, że warto robić coś, co się lubi. żeby nie odliczać godzin do końca dnia.
Jakie jest największe wyzwanie?
Wytrwanie. Niepoddawanie się, kiedy jest ciężko, a bywa bardzo ciężko. Do tego przez długi czas zazwyczaj się nie zarabia, jeśli nie robisz usług. To nie jest łatwe i nie każdy może sobie na to pozwolić.
Kluczowe jest podejście do błędów i porażek. Zaczynając tę drogę z Tobą miałam świadomość, że robimy wszystko, żeby się udało, ale jeśli nie, to nie jest koniec świata. Jest wysoce prawdopodobne, że nam się nie uda. Ale czegoś się nauczę. I tego nikt nam nie zabierze.
Na czyje wsparcie możesz liczyć?
Przede wszystkim brata Tomasza, który zajmuje się naszymi finansami. Chcę też podziękować wszystkim, którzy pomogli nam na początku: zamawiali Shrooma, brali go do swoich lokali, przechowywali nasze rzeczy. Lista jest długa. Rodzinę i partnera też pozdrawiam. I bardzo się cieszę, że nie musiałam od nich pożyczać pieniędzy na ten biznes.
Jest wysoce prawdopodobne, że nam się nie uda. Ale czegoś się nauczę. I tego nikt nam nie zabierze.
Czym zajmujesz się w Shroom?
Operacjami i marketingiem. Jestem dyrektorem artystycznym, co jest bardzo modnym zawodem. Najchętniej byłabym tylko creative directorem. W praktyce najczęściej noszę rzeczy i przerzucam stoisko z miejsca na miejsce. Robię generalnie wszystko, co trzeba, oprócz wysyłania wezwań do zapłaty.
Jak wygląda twój typowy dzień?
Wellness tip dla wszystkich: nie dotykam telefonu przez przynajmniej godzinę po otwarciu oczu. Bo najczęściej czeka tam 47 powiadomień i od razu człowiek się stresuje. Zamiast tego: myję zęby, piję ciepłą wodę z cytryną i idę się rozciągać. Potem śniadanie i kawa. Bez grzybów. Kawa powinna smakować jak kawa i pachnieć jak kawa. Shrooma piję później.
Masz rutynę, czy każdy dzień jest inny?
Rutyna jest, ale umiarkowana. Bardzo umiarkowana. Nie bez powodu wybrałam taką pracę. W Shroom jest podobnie jak na planie filmowym: dużo gaszenia pożarów, szybko zmieniające się okoliczności. Dużo się przemieszczamy, dużo się dzieje, dużo rzeczy nas zaskakuje. Nawet dzisiaj: szczęście, że paleta dotarła. A jak dotarła, to się rozwaliła. Myślę, że każdy powinien szukać pracy, w której dobrze funkcjonuje, a nie udawać, że pasuje do każdego modelu. Ja wiem, że nigdy nie będę dobrą księgową. I to jest w porządku.
Random




Shroom i alkohol
Który nasz produkt lubisz najbardziej?
Zdecydowanie Relax. Niestety często mi go brakuje w domu, ale kiedy mam, to jest mój napój. Stworzyłyśmy Shrooma pod własne potrzeby. Po drugiej, trzeciej kawie zaczynam odczuwać niepokój i po prostu źle się czuję. Chciałam czegoś, co daje skupienie bez kofeiny i bez nakręcania stresu. Tak powstał Power.
Relax piję wieczorem, na kanapie, kiedy chcę się wyciszyć. Rano jestem bardzo powolna i spokojna, przez dzień nabieram tempa, więc wieczorny Relax jest dla mnie idealny. Diva sprawdza się świetnie na wyjście ze znajomymi albo na randkę. Wreszcie można nie pić alkoholu i nie płacić czterdzieści złotych za miks soków, który nazywa się mocktailem.
Czy alkohol to nowy tytoń?
Alkohol jest obiektywnie trucizną. Kulturowo towarzyszy nam od zarania dziejów i jesteśmy nauczeni przy każdej okazji po niego sięgać. Ale jest też mocnym narzędziem ogłupiania i kontrolowania społeczeństwa. Dlatego jest legalny. Dziwne, że państwo martwi się, że sobie zajaramy jointa i skończymy w Monarze, ale nie martwi się, że przy każdym kiosku można kupić flaszkę za małe pieniądze.
Co mnie najbardziej denerwuje: ludzie trzeźwi myślą, że nie mogą się wygłupiać, tańczyć, śmiać. Ale jak się napiją, to już mogą wszystko. Jakby alkohol dawał im pozwolenie na bycie sobą. Zapytajcie kogoś w Afryce, czy musi się napić, żeby potańczyć. Myślę, że takim ostatecznym testem tego, czy człowiek dobrze czuje się sam ze sobą, jest to, czy jest w stanie potańczyć publicznie na trzeźwo.
A co polecasz do picia?
Na pewno nie mleko. Dla dorosłego człowieka to jedna z mniej zdrowych opcji, choć jakoś udało im się nas przekonać, że inaczej. A polecam Shrooma, oczywiście.
A co polecasz w życiu ogólnie?
Zbilansowana dieta, ograniczenie niebieskiego światła, ruch. Nic odkrywczego. Najważniejsze to być w połączeniu ciała i głowy i dbać o jedno i drugie. Jak zaniedbamy któreś, wypadamy z równowagi. Wiedział o tym już Arystoteles. I miał rację. Nawet jeśli ktoś nie lubi ćwiczyć, polecam spróbować, jest tyle form ruchu, że każdy może znaleźć coś dla siebie.
Gdzie widzisz siebie za pięć lat?
Na ciepłej wyspie. Wolałabym być milionerką i robić projekty, które mnie interesują. Ceramikę, może film, który mi się podoba. Chcę mieć komfort psychiczny, że jak ktoś do mnie nie zadzwoni, to nie umrę z głodu. Mała szansa, ale byłabym zadowolona.
Masz rady dla kogoś, kto myśli o założeniu własnej firmy?
Jeśli głównym celem jest szybki zarobek, nie zakładaj firmy. Idź na dobrą, płatną pracę dla kogoś.
Sukcesy, które widzimy dokoła, mają ze szczęściem mało wspólnego. To ciężka praca i konsekwencja. Wystarczy poczytać historię dużych marek: ile razy te osoby słyszały „nie”, „to bez sensu”, „nikt tego nie kupi”. Jeżeli masz problem z odrzuceniem, pomyśl dwa razy.
I jeszcze jedno: relacje biznesowe też wymagają pracy. To, że ktoś chce ci później pomóc, zazwyczaj wynika z tego, co sam wcześniej zrobiłeś dla innych.
Co chcesz powiedzieć światu? Jedno zdanie.
Zajmijcie się sobą, a nie innymi. Jak kogoś krzywdzą, interweniujcie. Jak nie krzywdzą, odpuśćcie.
Rozmawiała: Kamila Knap
Balans


Aga Lepka
Agnieszka Lepka
Współzałożycielka Shroom. Skończyła architekturę na TU Berlin, pracowała jako scenografka filmowa przy polskich i europejskich produkcjach. W pandemii zamieniła plany zdjęciowe na receptury napojów z grzybami i adaptogenami. W Shroom odpowiada za operacje i marketing, jest też art directorką. W wolnym czasie jeżdzi na nartach i desce, wspina się i ćwiczy pole dance. Ulubione zwierzę to lwica.









